Na razie zapraszam na nowy rozdział i od razu mówię, że ostatni chyba się Wam bardzo spodoba, bo ... a zresztą już nic nie mówię ^^ Jeśli mi szkoła nie przeszkodzi dostaniecie ode mnie skromny prezent na Mikołajki. Oki to tyle z ogłoszeń, a teraz miłego czytania kochani ;)
Jesteście super! <3
------------------------------------
-Oh - cichy jęk wyrwał się z ust bruneta, gdy przekroczyli
próg sali, w której leżał Tommy.
Blondyn był do połowy klatki piersiowej przykryty białą
szpitalną pościelą. Do jego bladej skóry poprzyczepiane były gumowe kółka,
połączone kablami z pikającą maszyną. Jego jasne włosy rozsypane były na białej
poduszce, oczy miał zamknięte, a usta lekko rozchylone. Oddychał spokojnie,
klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała. Drzemał.
W momencie, w którym Adam stanął obok jego łóżka, Tommy
uchylił powieki, ale zaraz je zamknął, gdyż oślepiło go światło białych lamp.
Brunet wstrzymał oddech, miał wrażenie, że mu się to tylko zdawało, lecz gdy
chłopak ponownie spróbował zobaczyć otaczający go świat uśmiechnął się
mimowolnie. Tommy powoli obrócił głowę na bok i kiedy dostrzegł Adama
uśmiechnął się lekko, lecz po chwili zrzedła mu mina.
-Gdzie ja jestem? - wymamrotał - Adam, co się dzieje? -
spytał z lekką histerią w głosie.
-Spokojnie Tommy, jesteś w szpitalu- odrzekł brunet.
-Co? - wyjąkał.
-Tommy ... zostałeś pobity. Nie pamiętasz? - Lambertowi
łamał się głos, gdy to mówił.
-Oh...
-Lekarz nic nie mówił o amnezji - szepną brunet do Brooke.
-Adam uspokój się, to normalne, jest zmęczony - mówiła
tancerka i w tej chwili została zauważona przez brązowookiego.
-Brooke? Co ty tutaj robisz?
-Przyszłam z Adamem, ja też się o ciebie martwię, ale chyba
nikt tak jak on - powiedziała i poklepała bruneta po ramieniu.
-Tak? - spytał z tajemniczym uśmieszkiem Tommy - A po czym
tak twierdzisz?
-Bo jeszcze nigdy tak się nie zamartwiał, nie przejmował i
nie pła...
-Oj no dobra dobra tak martwiłem się - uciszył ją Adam.
-Czekaj czekaj co? - Tommy nabrał humoru - Coś ty
powiedział? Brooke dokończ.
Niebieskooki spiorunował go wzrokiem, co go tylko bardziej
rozbawiło.
-Nie płakał - dokończyła dziewczyna.
-Brooke! - upomniał ją Adam.
-No co? Przecież prosił, a pacjentowi się nie odmawia -
odrzekła rozbawiona równie, co blondyn.
-No właśnie Adam, Brooke ma rację - wyszczerzył się.
-Aha, czyli jeśli teraz poprosiłbyś mnie o narkotyki, to mam
ci je dać tak?
-Mniej więcej.
-Żartujesz.
-Nie - śmiał się Tommy.
-Spokój chłopaki, ciszej, bo nas wyrzucą z sali.
-No tak, masz rację - rzekł brunet.
-Jak się czujesz? - spytała troskliwie Brooke.
-Fantastycznie, zajebiście, jestem pełen sił i życia -
powiedział, uśmiechając się dziwnie, lecz widząc uniesioną brew dziewczyny
dodał - Jestem pobity i leżę w szpitalu, nawet nie wiem, czy od tego
wszystkiego minęła doba, dalej będziesz pytać?
-No dobra, może i to było głupie pytanie, ale wyobraź sobie,
że też się o ciebie troszczę, gdyby tak nie było, to chyba bym tutaj sie stała
prawda?
-No prawda ... i?
-I? I?!
-Brooke, o co ci właściwie chodzi?
-Eh sama już nie wiem, mam dość wszystkiego, głowa mnie
boli, idę się przewietrzyć, to za dużo dla mnie - powiedziała i wyszła,
zostawiając ich samych.
Chłopaki spojrzeli po sobie i parsknęli śmiechem.
-Baby - westchnął Tommy.
-Dlatego wolę facetów - powiedział Adam, na co ponownie
wybuchnęli śmiechem.
-A powiedz mi - zaczął blondyn.
-No?
-Bardzo się martwiłeś? - spytał z chytrym uśmieszkiem, lecz
spoważniał po chwili, gdy brunet zaczął mówić.
-Jak nigdy - rzekł Adam, siadając na skraju jego łóżka -
martwiłem się jak cholera jasna. Całą noc nie mogłem zasnąć, myślałem, że
oszaleję. Obmyśliłem setki planów jak cię odnaleźć, a jeden głupszy od
drugiego.
-Matko ... no to nieźle.
-Przecież cię kocham Tommy.
-Ja ciebie też kocham Adam. Gdy tylko się obudziłem,
szukałem cię, ale jak zorientowałem się, że to nie to samo miejsce, gdzie
byliśmy tylko jakaś stara rudera, modliłem się, żeby cię tam ze mną nie było.
Nie darowałbym sobie, gdyby ci się coś stało. I to przeze mnie.
-Przecież to ja nawaliłem, powinienem cię ochronić, a ja
stałem jak idiota i gapiłem się na to wszystko zamiast ci pomóc, to wszystko
moja wina - wyrzucił wreszcie z siebie Adam, a z jego oczu popłynęły słone łzy.
Tommy, widząc to poprawił się, chciał podejść do niego i go
objąć, lecz nieznośna aparatura trzymała go w miejscu. Gdy Lambert to zauważył,
natychmiast podszedł do niego i nachylił się, chcąc pogładzić go po włosach,
jednak blondyn miał inne plany. Wyciągnął ręce i nim Adam się spodziewał leżał
przyciśnięty do klatki piersiowej Tommy'ego, który całował go namiętnie. Brunet
zaskoczony z początku nie wiedział co robić, lecz już po chwili oddał pocałunek
równie czule jak Ratliff. Muskali swe wargi leniwie, ale z każdą chwilą ich
ruchy nabierały smaku i pikanterii. Lambert objął kark blondyna i przyłożył
swoje czoło do jego, rozłączając ich usta.
-Adam jak ty dobrze całujesz - westchnął Tommy.
Brunet uśmiechnął się na te słowa i cicho zachichotał, po
czym spojrzał mu prosto w oczy.
-Wiesz, że cię kocham?
-Hah no coś mi wspominałeś - odwzajemnił uśmiech i ponownie
pocałował mężczyznę, siedzącego na jego łóżku.
Tym razem całowali się dłużej, ich wargi leniwie ocierały
się o siebie, powodując westchnienia u obojga, lecz przerwało im uporczywe,
dziwnie szybkie pikanie. Oderwali się od siebie, najpierw spojrzeli po sobie, a
potem jak na komendę przenieśli wzrok na aparaturę, do której podpięty był
Tommy. Podczas pocałunku jego tętno przyspieszyło, co nie uszło uwadze,
kontrolującego go urządzenia.
-Kurwa - mruknął pod nosem blondyn.
-A niech to - szepnął Adam - nie sądziłem, że to
zarejestruje.
-Ja mam tylko nadzieje, że nie zarejestruje czego innego -
rzekł Ratliff.
-Że co? - parsknął śmiechem niebieskooki.
-Że ... to - chłopak wskazał na wybrzuszenie pod białą pościelą.
-No nie mów, że ... co ty nie masz ciuchów ma sobie?
-Eee nie? Chyba bym czuł, a tak to mi wszystko lata pod tą
szmatą.
-Teraz to bardziej stoi - śmiał się pod nosem Adam, lecz nie
spodobał mu się ironiczny uśmieszek Tommy'ego.
-Nie tylko mnie.
Brunet momentalnie spojrzał na swoje spodnie, gdzie malowało
się wyraźne wybrzuszenie.
-O kurwa - szepnął pod nosem, a Ratliff wybuchnął śmiechem.
- Ja to chociaż mogę to podnieść i nic nie będzie widać -
spojrzał na kołdrę - ty już raczej nie masz takich możliwości.
-Zabiję cię - rzekł na wpół zdenerwowany, na wpół
rozbawiony.
-Nie zrobisz tego - wyszczerzył się Tommy.
-Ja już pójdę, bo mnie posądzą o próbę gwałtu - Adam
pocałował go po raz ostatni i wyszedł.
Zrobił to w ostatnim momencie, gdyż już chwilę potem do sali
wpadł lekarz i dwie pielęgniarki.
-Co się stało? Wszystko w porządku? Jak pan się czuje?
-Lepiej niż zwykle - odrzekł z tajemniczym uśmieszkiem.
-Nie rozumiem, aparatura wskazuje przyspieszone tętno.
-Minione wydarzenia potrafią wywrzeć na człowieku silne
wrażenie.
-Tak, w sumie tak.
-Wszystko w porządku doktorze - rzekła jedna z sióstr.
-Dobrze, w takim razie, gdyby coś się działo proszę nas
wzywać panie Ratliff - lekarz wskazał ręką na mały pilocik, który był połączony
kablem ze ścianą.
Tommy pokiwał głową, a lekarz wraz z pielęgniarkami opuścili
salę, pozwalając blondynowi na rozmarzenie się o pocałunkach, jakimi parę chwil
temu obdarzył go Lambert.
***
Zanim Adam przyszedł, Brooke zdążyła już opowiedzieć
zespołowi, co dowiedzieli się o Tommym od lekarza. Zespół przejął się stanem
basisty i tym, co przekazała im dziewczyna, jednak, gdy Lambert wrócił nie
zadawali pytań. Udali się do domu, a tam wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
Adam wciąż myślał o blondynie. O tym jak się czuje, co teraz
robi? I choćby bardzo chciał, nie mógł zapomnieć smaku jego ust, a gdy zasypiał
w uszach wciąż echem odbijały mu się westchnienia chłopaka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz