niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział 22 - BBPNPC

A więc tak, dziś przedostatni rozdział, za tydzień ostatni, a za dwa epilog. Potem jak już mówiłam do końca roku nie dodam żadnego nowego rozdziału, ale nie mam zamiaru zniknąć z internetu. Szykuję dla Was parę imaginów, które mam nadzieję się Wam spodobają, a od stycznia ruszamy z nowym ff ;)
Na razie zapraszam na nowy rozdział i od razu mówię, że ostatni chyba się Wam bardzo spodoba, bo ... a zresztą już nic nie mówię ^^ Jeśli mi szkoła nie przeszkodzi dostaniecie ode mnie skromny prezent na Mikołajki. Oki to tyle z ogłoszeń, a teraz miłego czytania kochani ;)
Jesteście super! <3

------------------------------------

-Oh - cichy jęk wyrwał się z ust bruneta, gdy przekroczyli próg sali, w której leżał Tommy.
Blondyn był do połowy klatki piersiowej przykryty białą szpitalną pościelą. Do jego bladej skóry poprzyczepiane były gumowe kółka, połączone kablami z pikającą maszyną. Jego jasne włosy rozsypane były na białej poduszce, oczy miał zamknięte, a usta lekko rozchylone. Oddychał spokojnie, klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała. Drzemał.
W momencie, w którym Adam stanął obok jego łóżka, Tommy uchylił powieki, ale zaraz je zamknął, gdyż oślepiło go światło białych lamp. Brunet wstrzymał oddech, miał wrażenie, że mu się to tylko zdawało, lecz gdy chłopak ponownie spróbował zobaczyć otaczający go świat uśmiechnął się mimowolnie. Tommy powoli obrócił głowę na bok i kiedy dostrzegł Adama uśmiechnął się lekko, lecz po chwili zrzedła mu mina.
-Gdzie ja jestem? - wymamrotał - Adam, co się dzieje? - spytał z lekką histerią w głosie.
-Spokojnie Tommy, jesteś w szpitalu- odrzekł brunet.
-Co? - wyjąkał.
-Tommy ... zostałeś pobity. Nie pamiętasz? - Lambertowi łamał się głos, gdy to mówił.
-Oh...
-Lekarz nic nie mówił o amnezji - szepną brunet do Brooke.
-Adam uspokój się, to normalne, jest zmęczony - mówiła tancerka i w tej chwili została zauważona przez brązowookiego.
-Brooke? Co ty tutaj robisz?
-Przyszłam z Adamem, ja też się o ciebie martwię, ale chyba nikt tak jak on - powiedziała i poklepała bruneta po ramieniu.
-Tak? - spytał z tajemniczym uśmieszkiem Tommy - A po czym tak twierdzisz?
-Bo jeszcze nigdy tak się nie zamartwiał, nie przejmował i nie pła...
-Oj no dobra dobra tak martwiłem się - uciszył ją Adam.
-Czekaj czekaj co? - Tommy nabrał humoru - Coś ty powiedział? Brooke dokończ.
Niebieskooki spiorunował go wzrokiem, co go tylko bardziej rozbawiło.
-Nie płakał - dokończyła dziewczyna.
-Brooke! - upomniał ją Adam.
-No co? Przecież prosił, a pacjentowi się nie odmawia - odrzekła rozbawiona równie, co blondyn.
-No właśnie Adam, Brooke ma rację - wyszczerzył się.
-Aha, czyli jeśli teraz poprosiłbyś mnie o narkotyki, to mam ci je dać tak?
-Mniej więcej.
-Żartujesz.
-Nie - śmiał się Tommy.
-Spokój chłopaki, ciszej, bo nas wyrzucą z sali.
-No tak, masz rację - rzekł brunet.
-Jak się czujesz? - spytała troskliwie Brooke.
-Fantastycznie, zajebiście, jestem pełen sił i życia - powiedział, uśmiechając się dziwnie, lecz widząc uniesioną brew dziewczyny dodał - Jestem pobity i leżę w szpitalu, nawet nie wiem, czy od tego wszystkiego minęła doba, dalej będziesz pytać?
-No dobra, może i to było głupie pytanie, ale wyobraź sobie, że też się o ciebie troszczę, gdyby tak nie było, to chyba bym tutaj sie stała prawda?
-No prawda ... i?
-I? I?!
-Brooke, o co ci właściwie chodzi?
-Eh sama już nie wiem, mam dość wszystkiego, głowa mnie boli, idę się przewietrzyć, to za dużo dla mnie - powiedziała i wyszła, zostawiając ich samych.
Chłopaki spojrzeli po sobie i parsknęli śmiechem.
-Baby - westchnął Tommy.
-Dlatego wolę facetów - powiedział Adam, na co ponownie wybuchnęli śmiechem.
-A powiedz mi - zaczął blondyn.
-No?
-Bardzo się martwiłeś? - spytał z chytrym uśmieszkiem, lecz spoważniał po chwili, gdy brunet zaczął mówić.
-Jak nigdy - rzekł Adam, siadając na skraju jego łóżka - martwiłem się jak cholera jasna. Całą noc nie mogłem zasnąć, myślałem, że oszaleję. Obmyśliłem setki planów jak cię odnaleźć, a jeden głupszy od drugiego.
-Matko ... no to nieźle.
-Przecież cię kocham Tommy.
-Ja ciebie też kocham Adam. Gdy tylko się obudziłem, szukałem cię, ale jak zorientowałem się, że to nie to samo miejsce, gdzie byliśmy tylko jakaś stara rudera, modliłem się, żeby cię tam ze mną nie było. Nie darowałbym sobie, gdyby ci się coś stało. I to przeze mnie.
-Przecież to ja nawaliłem, powinienem cię ochronić, a ja stałem jak idiota i gapiłem się na to wszystko zamiast ci pomóc, to wszystko moja wina - wyrzucił wreszcie z siebie Adam, a z jego oczu popłynęły słone łzy.
Tommy, widząc to poprawił się, chciał podejść do niego i go objąć, lecz nieznośna aparatura trzymała go w miejscu. Gdy Lambert to zauważył, natychmiast podszedł do niego i nachylił się, chcąc pogładzić go po włosach, jednak blondyn miał inne plany. Wyciągnął ręce i nim Adam się spodziewał leżał przyciśnięty do klatki piersiowej Tommy'ego, który całował go namiętnie. Brunet zaskoczony z początku nie wiedział co robić, lecz już po chwili oddał pocałunek równie czule jak Ratliff. Muskali swe wargi leniwie, ale z każdą chwilą ich ruchy nabierały smaku i pikanterii. Lambert objął kark blondyna i przyłożył swoje czoło do jego, rozłączając ich usta.
-Adam jak ty dobrze całujesz - westchnął Tommy.
Brunet uśmiechnął się na te słowa i cicho zachichotał, po czym spojrzał mu prosto w oczy.
-Wiesz, że cię kocham?
-Hah no coś mi wspominałeś - odwzajemnił uśmiech i ponownie pocałował mężczyznę, siedzącego na jego łóżku.
Tym razem całowali się dłużej, ich wargi leniwie ocierały się o siebie, powodując westchnienia u obojga, lecz przerwało im uporczywe, dziwnie szybkie pikanie. Oderwali się od siebie, najpierw spojrzeli po sobie, a potem jak na komendę przenieśli wzrok na aparaturę, do której podpięty był Tommy. Podczas pocałunku jego tętno przyspieszyło, co nie uszło uwadze, kontrolującego go urządzenia.
-Kurwa - mruknął pod nosem blondyn.
-A niech to - szepnął Adam - nie sądziłem, że to zarejestruje.
-Ja mam tylko nadzieje, że nie zarejestruje czego innego - rzekł Ratliff.
-Że co? - parsknął śmiechem niebieskooki.
-Że ... to - chłopak wskazał na wybrzuszenie pod białą pościelą.
-No nie mów, że ... co ty nie masz ciuchów ma sobie?
-Eee nie? Chyba bym czuł, a tak to mi wszystko lata pod tą szmatą.
-Teraz to bardziej stoi - śmiał się pod nosem Adam, lecz nie spodobał mu się ironiczny uśmieszek Tommy'ego.
-Nie tylko mnie.
Brunet momentalnie spojrzał na swoje spodnie, gdzie malowało się wyraźne wybrzuszenie.
-O kurwa - szepnął pod nosem, a Ratliff wybuchnął śmiechem.
- Ja to chociaż mogę to podnieść i nic nie będzie widać - spojrzał na kołdrę - ty już raczej nie masz takich możliwości.
-Zabiję cię - rzekł na wpół zdenerwowany, na wpół rozbawiony.
-Nie zrobisz tego - wyszczerzył się Tommy.
-Ja już pójdę, bo mnie posądzą o próbę gwałtu - Adam pocałował go po raz ostatni i wyszedł.
Zrobił to w ostatnim momencie, gdyż już chwilę potem do sali wpadł lekarz i dwie pielęgniarki.
-Co się stało? Wszystko w porządku? Jak pan się czuje?
-Lepiej niż zwykle - odrzekł z tajemniczym uśmieszkiem.
-Nie rozumiem, aparatura wskazuje przyspieszone tętno.
-Minione wydarzenia potrafią wywrzeć na człowieku silne wrażenie.
-Tak, w sumie tak.
-Wszystko w porządku doktorze - rzekła jedna z sióstr.
-Dobrze, w takim razie, gdyby coś się działo proszę nas wzywać panie Ratliff - lekarz wskazał ręką na mały pilocik, który był połączony kablem ze ścianą.
Tommy pokiwał głową, a lekarz wraz z pielęgniarkami opuścili salę, pozwalając blondynowi na rozmarzenie się o pocałunkach, jakimi parę chwil temu obdarzył go Lambert.
***
Zanim Adam przyszedł, Brooke zdążyła już opowiedzieć zespołowi, co dowiedzieli się o Tommym od lekarza. Zespół przejął się stanem basisty i tym, co przekazała im dziewczyna, jednak, gdy Lambert wrócił nie zadawali pytań. Udali się do domu, a tam wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
Adam wciąż myślał o blondynie. O tym jak się czuje, co teraz robi? I choćby bardzo chciał, nie mógł zapomnieć smaku jego ust, a gdy zasypiał w uszach wciąż echem odbijały mu się westchnienia chłopaka.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz